środa, 18 lutego 2009

Słowem wstępu...

Blog "W kupie siła!" ma opisywać sposoby w jakie wolne i otwarte oprogramowanie pomaga ludziom leniwym jeszcze bardziej się lenić... Nie będzie (prawie) tu żadnego wydawania czarodziejskich komend w konsoli czy kompilowania programów. Może nie jest to zbyt trudne, ale po co się przemęczać?
Nie będzie tu także nic dla tzw. guru, fachur, czarnoksiężników czy hackerów*. Nie będę też udowadniał, że Apache jest lepsze od IIS, czy że BSD jest bezpieczniejsze od Windows Server, bo to nie interesuje zwykłego użytkownika.

Swego czasu (gdy byłem młody i głupi - teraz pozostało tylko to drugie) używałem, jak większość, pewnego komercyjnego systemu z pewnymi komercyjnymi lub shareware'owymi programami. A było też freeware, niestety 95 % z tego to zwykły chłam zaśmiecający tylko dysk twardy.
Wspaniała droga: zapłać (lub spirać**), wpisz cd-key/serial, aktywuj i módl się żeby działało, bo i tak dla twórców programu będziesz tylko śmieciem, który służy do "trzepania kasiory".
Nie dość, że nieopłacalne, to jeszcze zdecydowanie zbyt trudne... Jestem zbyt oporny i zbyt leniwy, żeby używać takiego oprogramowania.

Na szczęście jest równoległy świat, gdzie nie trzeba szukać programów w najdziwniejszych miejscach, wpisywać seriali, a użytkownik programu nie jest traktowany jako potencjalny przestępca. Mało tego, może używać program w dowolny sposób, rozdawać go znajomym, czy zgłaszać uwagi twórcom... i nie poszczują*** go psem! Pomimo, że nie wzięli za program ani grosza!
A wszystko na odległość jednego kliknięcia lub jednego przekręcenia rolką myszy. Coś dla takiego lenia jak ja...

Geneza nazwy?
Wolne i otwarte programy powstają w osobliwy sposób, często skupiając w sobie wysiłki tysięcy ludzi. Wytłumaczę to maksymą (może śmierdzącą marnym SF):
"Mądrość komputerów nie może przekroczyć sumy mądrości wszystkich ludzi je projektujących".
Każdy z setek lub tysięcy programistów dodaje swój mały kawałek (choćby to były tylko dwa nawiasy klamrowe, trzy litery i średnik) kodu do programu, program rozwija się zgodnie z zasadami ewolucji. Zupełnie jak człowiek, różnicę są tylko dwie:
- wolny program nigdy nie umiera, nawet gdy twórca go porzuci, inni mogą wznowić rozwój,
- wolne programy można klonować w całości lub po kawałku i nie jest to nieetyczne! Dzięki temu nie trzeba pisać ponownie tych samych funkcjonalności, bo ktoś już je stworzył i wystarczy wykorzystać jego pracę. Ten "ktoś" będzie mógł zrobić to samo w przyszłości.


*w prawidłowym (a nie tym z medialnego chłamu) znaczeniu:
hacker - genialny programista, piszący bezbłędnie programy

**w mediach słyszeliście zapewne nieraz, że piractwo to kradzież, a ktoś z tego powodu ponosi ogromne straty. Po pierwsze nie można postawić znaku równości pomiędzy piractwem a kradzieżą, ponieważ tylko ta druga czynność skutkuje utratą jakiegoś dobra. Co zabawniejsze rynek oprogramowania jest niezbadany i czasami piractwo przynosi lepsze efekty niż akcje reklamowe, powodując wzrost sprzedaży danego programu.
Nie rozwiązany jest dotąd spór czy piractwo jest czynem nagannym czy raczej honorowym (podobno jest rodzajem dżihadu z kapitalistyczną machiną wykańczająca człowieczeństwo).
Po której stronie się opowiadam? Po żadnej. Dajmy sobie spokój z piractwem, bo istnieje przecież wolne i otwarte oprogramowanie!

***w najgorzym przypadku można usłyszeć najwyżej RTFM - przeczytaj tą przeklętą instrukcję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz